Dominik Sołowiej

„Berlin Station” – dobry serial szpiegowski!

„Berlin Station” – dobry serial szpiegowski!

Pod tym serialem mogę się podpisać. Klasyczny schemat osadzony we współczesnych realiach. Z berlińskiego oddziału CIA ktoś wykrada bezcenne informacje, dekonspirując nie tylko amerykańskich agentów, ale i niemieckich urzędników współpracujących z USA. Aby wyeliminować zdrajcę, CIA ściąga z Panamy jednego ze swoich najlepszych analityków – inteligentnego przystojniaka, który szybko łapie właściwy trop. Ale Daniel Miller będzie musiał zmierzyć się z człowiekiem równie efektywnym i bezwzględnym – szpiegiem, który zrobi wszystko, by ujawnić największe sekrety amerykańskiego wywiadu.

Chociaż serialowi „Berlin Station” daleko do wzorcowej opowieści o agentce Carrie Mathison, wielbiciele „Homeland” obejrzą go z przyjemnością.

1-1-berlin-station-s01e01-pl

Źródło:

http://www.filmweb.pl/serial/Homeland-2011-595358

https://en.wikipedia.org/wiki/Berlin_Station_(TV_series)

http://www.imdb.com/title/tt5191110/

„London Spy” – totalna katastrofa!

Może nie powinienem oceniać serialu po dwóch odcinkach, ale zrobię to ku przestrodze. Skoro film powinien rozpoczynać się od trzęsienia ziemi (tak przynajmniej twierdził Alfred Hitchcock), to scenarzyści „Londyńskiego szpiega” z całą pewnością o tym zapomnieli. Pierwszy odcinek był tak nudny (a trwał ponad 50 minut), że zmusiłem się do obejrzenia odcinka nr 2, licząc, że serial z taką obsadą (Ben Whishaw, Jim Broadbent, Charlotte Rampling) musi się jakoś rozkręcić. Po 20 minutach stwierdziłem z przerażeniem, że  jest jeszcze gorzej. Ale cóż można wykrzesać z absurdalnego pomysłu na film o szpiegach-gejach, którzy bardziej zajmują się miłością niż szpiegowaniem. Totalna katastrofa. Oglądacie na własną odpowiedzialność. A może przegapiłem naprawdę dobrą produkcję, ograniczając się do dwóch pierwszych odcinków? Jeśli tak, wyprowadźcie mnie z błędu.

jtdixpwkmvy-market_maxres-1

Źródło:

http://www.filmweb.pl/serial/London+Spy-2015-729164

http://www.imdb.com/title/tt4108134/?ref_=fn_al_tt_1

Co Pan na to, poruczniku Columbo?

Szukając dobrego serialu na wieczór, sięgnąłem do produkcji sprzed lat. Pierwszy sezon słynnego „Porucznika Columbo” emitowany był od 1971 do 1972 roku, a więc w epoce dla niektórych tak dalekiej, że nie kojarzy im się wcale z dobrymi serialami. Skoro dziś w zbiorowej wyobraźni widzów jest miejsce wyłącznie na „House of cards”, „Homeland”, „Most nad Sundem” i „Stranger Things”, czy opowieść o skromnym, mocno zaniedbanym detektywie z Los Angeles może być dziś atrakcyjna? Odpowiedź zależy od tego, czego szukamy w serialu kryminalnym. Jeśli mają w nim być sceny seksu, przemocy i okrucieństwa, to „Porucznik Columbo” nie jest dla nas. Jeśli słowo dedukcja kojarzy nam się wyłącznie z „obdukcją”, to historia o detektywie w wymiętym prochowcu wywoła w nas egzystencjalne mdłości. Bo „Porucznik Columbo” to serial, jakiego dziś nikt już nie nakręci. Spokojny, ale nie nudny; inteligentny, ale nie przemądrzały; stworzony z myślą o wielbicielach kina, którzy w swoim domu obejrzeć chcieli rzecz przemyślaną od początku do końca, zrealizowaną z poszanowaniem wszystkich zasad kinematografii (każdy z odcinków 13 sezonów miał średnią długość około 90 minut). Nic więc dziwnego, że za kręcenie serialu zabrał się między innymi Steven Spielberg, a w obsadzie „Columbo” pojawiali się wybitni aktorzy i aktorki tamtych lat: Faye Dunaway, Patrick McGoohan, Leslie Nielsen oraz muzyk Johnny Cash.
peter_falk_-_1973

„Życie animowane”, czyli „najlepszy film Disney’a, którego Disney nie zrobił”! Psychoanalityczne Spotkania Filmowe.

Kolejne Psychoanalityczne Spotkanie Filmowe. Tym razem zapraszam na dyskusję poświęconą filmowi „Życie animowane” w reżyserii Rogera Rossa Williamsa. 2 grudnia, godz. 20.00, Kino Forum w Białymstoku.

„Typowana do Oscara, biograficzna opowieść o podróży autystycznego syna laureata Nagrody Pulitzera Rona Suskinda, który wbrew przeciwnościom losu i przy pomocy postaci z bajek Disney’a, uczył się jak żyć w prawdziwym świecie. Dokumentacji tej niezwykłej historii podjął się Roger Ross Williams, laureat Nagrody Akademii Filmowej z 2010 roku”. (więcej…)

Manhattan odarty z tajemnic. Recenzja filmu Briana DeCubellisa.

Adrien Brody w roli nowojorskiego reportera, opisującego ludzkie nieszczęścia – taka propozycja powinna być gwarancją dobrego filmu. Niestety, okazuje się, że nawet najlepszy pomysł można zniszczyć w zarodku. Bo właśnie tak stało się z „Tajemnicami Manhattanu” – filmem nakręconym na podstawie powieści Colina Harrisona. Zamiast mrocznej opowieści, wywołującej gęsią skórkę i dreszcze na plecach, reżyser Brian DeCubellis zaproponował nam płaską, pozbawioną życia historię, opierająca się na słabo zarysowanych, mdłych postaciach, które rozpaczliwie miotają się na ekranie, próbując udowodnić, że właśnie przeżywają coś wielkiego, wartościowego. Oglądając „Tajemnice Manhattanu” spodziewałem się fabuły rodem z powieści Paula Austera; czegoś, co wciśnie mnie w fotel, pokazując skomplikowane, elektryzujące życie najbardziej europejskiego z amerykańskich miast. Ale zawiodłem się jak dziecko, które zamiast wymarzonego prezentu dostaje pod choinkę czapkę i dwie pary skarpet.

7739724-3

(więcej…)

Obłąkany taniec Gustawa

„Dziady. Noc pierwsza” – reż. Piotr Tomaszuk – Teatr Wierszalin w Supraślu

Dramaty romantyczne nie należą do łatwych w odbiorze. I równie trudno jest wystawić je na deskach teatru. Oniryczność fabuły, celowa fragmentaryczność tekstu, niedopowiedzenia, aluzje i intertekstualne nawiązania czyniły z dramatów Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego utwory, przez które czytelnik lub widz często musiał przedzierać się, tocząc ze sobą i z utworem intelektualno-emocjonalną „wojnę”.

Dlatego wielkie uznanie należy się Teatrowi Wierszalin z Supraśla, który odważył się na wystawienie IV części „Dziadów” Adama Mickiewicza – niezwykłej opowieści o nieszczęśliwej miłości.

1

W rolę Gustawa wcielił się Rafał Gąsowski – z całą pewnością jeden z najlepszych aktorów teatralnych w Polsce. To dzięki niemu tekst, który czytaliśmy w czasach szkolnej edukacji (na czytaniu niestety kończąc), nabiera życia, stając się żywą historią prawdziwego człowieka. Gustaw w wykonaniu Gąsowskiego to szaleniec, intelektualista, poeta, pustelnik, wędrowiec bez domu. Jego pojawienie się na scenie elektryzuje i hipnotycznie przyciąga uwagę. Aktor porusza się po scenie dumnym scenicznym krokiem, a chwilę później tańczy obłąkany taniec, zwija się z bólu, pląsa, śpiewa, do granic absurdu przeciągając ostatnie głoski wyrazów. Co chwila podchodzi do wiadra z wodą i chłodzi rozpalone czoło. To dzięki Gąsowskiemu trudny tekst Mickiewicza chłoniemy z niesłabnącym zainteresowaniem, uczestnicząc w prawdziwym misterium dziadów. Ale do tego przyzwyczaił nas Piotr Tomaszuk, tworząc teatr głęboko humanistyczny, antropologiczny, sięgający do korzeni ludzkiej duchowości. Skoro dziady to obrzęd ludowy, pierwotny, pogański – nie może się on odbywać w innej przestrzeni niż stary drewniany dom, pachnący kadzidłem i roztopionym woskiem. Dlatego trudno wyobrazić sobie lepsze miejsce na dziady niż wieloletnia siedziba teatru, położona przy brukowanej supraskiej uliczce. Tu wszystko do siebie pasuje: ascetyczność scenografii, proste drewniane rekwizyty oraz transowa muzyka, doskonale współgrająca z naszymi emocjami. (więcej…)

Jak być szczęśliwym, czyli prosta sztuka życia…

Od chwili, kiedy otwierasz z rana oczy, aż do momentu, gdy kładziesz się zmęczony o 23.30, zaliczając 10 godzin intensywnej pracy, do twojego mózgu dociera pond 32 GB informacji. Większość z nich to tzw. szum, „śmieci”, czyli dane, które mózg rejestruje, spychając gdzieś na dalsze półki w swojej super pojemnej bibliotece.

Kiedy jedziesz samochodem, kątem oka dostrzegasz setki reklam i ogłoszeń. Później słuchasz radia i od niechcenia przeglądasz gazetę, starając się zapamiętać przepis na gulasz, które ugotował jakiś celebryta. Niestety tylko niewielka część informacji, przerabianych przez mózg w trakcie dnia, jest przez ciebie świadomie zapamiętywana i rejestrowana w pamięci krótkotrwałej, a później długotrwałej. Nasza głowa właśnie tak musi działać, żebyśmy nie musieli co kilka dni kłaść się na oddział szpitala psychiatrycznego lub zamykać się na pół roku w klasztorze, by odreagować intensywny tydzień w pracy. Z drugiej strony szkoda, że to, co widzimy, słyszymy, czujemy, dotykamy nie jest nawet w naszej pamięci zapisywane.

child-817368_1280

(więcej…)

RSS Podcast Storytelab

  • Storytelab.pl Odcinek3
    W kolejnym odcinku podcastu Storytelab.pl rozmawiamy o książce Marii Konnikovej "Myśl jak Sherlock Holmes".
  • Storytelab.pl_odcinek2
    W drugim odcinku mówimy o książce "Metafora w marketingu. Jak przeniknąć umysły klientów dzięki metaforom głębokim" (G. i L. Zaltman) oraz "Sztuka pisania perswazyjnych tekstów" (P. Michalak, J. Woźniak).
  • Storytelab.pl_odcinek1
    Podcast poświęcony storytellingowi, marketingowi i social media. W tle muzyka Desove z płyty "Cruising", dostępnej pod adresem: rohsrecords.bandcamp.com/music