Reklamy, które pokochamy

Możliwość otrzymywania spersonalizowanych reklam nie jest czymś totalnie nowym. Taką opcję proponuje chociażby Google Mail, kanał AdSense, serwis Linkedln. Dzięki kanałom RSS mamy możliwość budowania zestawu informacji płynących do nas z wybranych serwisów informacyjnych. Nie musimy być niewolnikami jednego medium. Możemy przecież wybierać sobie kanał prezentujący określone poglądy na politykę, religię i sprawy społeczne. Stąd olbrzymia popularność niezależnego serwisu informacyjnego „Huffington Post” (www.hufingtonpost.com), który generuje liczbę wejść większą niż słynny „Washington Post”. Dziś taka propozycja dotyczyć może reklam.

ciąg dalszy (Spidersweb.pl)

Reklamy

Cielesna reklama

Ciało od zarania dziejów było przedmiotem handlu. Targi niewolników, usługi seksualne, handel kobietami – to niechlubne fakty z historii ludzkiej cielesności. Dziś wciąż ciało jest obiektem pożądania i świetnym narzędziem do prowadzenia marketingowych kampanii. Skoro wielkie billboardy i reklama w gazetach i internecie dawno nam się znudziły, nasze ręce, nogi, klatka piersiowa i plecy mogą być genialnym nośnikiem marketingowego przekazu.

ciąg dalszy (Kafeteria.pl)

Sponsorujmy kulturę

Słowo sponsoring wywołuje w nas różne skojarzenia. Za sprawą mediów, najczęściej negatywne. Starszy pan sponsoruje młodą dziewczynę, firma proponuje politykowi sponsoring w zamian za przepchnięcie ustawy itp. A przecież według słownika sponsor to patron, chrzestny, a więc ktoś, kto za nas ręczy, przyrzeka, niesie uczciwą pomoc. Nie mam nic przeciwko temu, by koncern farmaceutyczny zamieszczał na receptach bądź lekarskich kitlach swoje logo w zamian za finansowe wsparcie wciąż niedofinansowanej służby zdrowia. I nie protestuję, kiedy firmy dotują ciekawe wydarzenia kulturalne. Bo domy kultury, teatry i stowarzyszenia artystyczne powinny mieć pieniądze na swoją działalność, a bogate marki szansę na promocję i ocieplenie wizerunku. Właśnie po to istnieją artyści i mecenasi.

dalszy ciąg (Kafeteria.pl)

 

Modo-blogerzy. Fenomen popularności

Przemysł modowy w czasach kryzysu ma się całkiem dobrze. Wielkie światowe marki wciąż organizują wystawne pokazy, a gwiazdy – by podkreślić swój status i zamożność – nadal ubierają się w suknie warte przynajmniej kilkanaście tysięcy dolarów. Pamiętajmy jednak, że ubrania noszą nie tylko celebryci i filmowi aktorzy. Przeciętny obywatel też się musi ubierać. I chce wyglądać dobrze (nawet jeśli kupuje w sklepie z używaną odzieżą). Chociaż najwięksi modowi gracze zmniejszyli swoje ceny, wciąż zastanawiamy się, czy rzeczywiście można wydać dwa tysiące złotych na sweter lub buty. Jak znaleźć kompromis między tym co dobre (ładne) a stosunkowo niedrogie? […]

dalszy ciąg (Kafeteria.pl)

Recenzja książki Eryka Mistewicza „Marketing narracyjny”

Na stronie internetowej portalu „Marketing przy kawie” znaleźć można mój tekst poświęcony książce Eryka Mistewicza „Marketing narracyjny”. Oto fragment:

Wszystko jest opowieścią – „Marketing narracyjny” Eryka Mistewicza

Książce tej patronuje mądrość Indian Hopi: „Ten, kto opowie świat, ten nim rządzi”. W sformułowaniu tym zawiera się propozycja znanego polskiego konsultanta politycznego Eryka Mistewicza, autora strategii marketingu narracyjnego, o której mogliśmy przeczytać m. in. w „Anatomii władzy”.

Teraz laureat polskiego Pulitzera nie tylko wtajemnicza nas w sekretny świat polityki, ale i pisze o marketingu narracyjnym jako narzędziu przydatnym także w komunikacji produktowej.

Okazuje się bowiem, że snucie opowieści idealnie pasuje do budowania osobistego wizerunku (personal branding), przydaje się w komunikacji korporacyjnej lub w marketingu terytorialnym.

 

Link do pełnej wersji artykułu.

15746_large