Dominik Sołowiej

Strona główna » 2014 » Maj

Archiwa miesięczne: Maj 2014

Czy Jan Paweł II mógł powstrzymać ludobójstwo?

Kilka dni temu w programie śniadaniowym „Dzień Dobry TVN” w trakcie przeglądu prasy Szymon Hołownia nawiązał do artykułu znanego polskiego reportera Wojciecha Tochmana, który w „Dużym Formacie” (reporterskim dodatku do „Gazety Wyborczej”) skrytykował Kościół katolicki za udział w masakrach w Rwandzie sprzed 20 lat. Hołownia zarzucił Tochmanowi brak obiektywizmu i nieusprawiedliwioną krytykę osób duchownych. Tochman natomiast na swoim profilu na Facebooku stwierdził o Hołowni, że ten chyba nie doczytał tego, co od wielu lat piszę o Rwandzie. W każdym tekście i w każdej wypowiedzi mówiłem o duchownych, którzy ratowali. Dzisiaj, ponieważ pisałem krótki tekst o tym, że tych, którzy ocaleli, trzeba by w końcu przeprosić, po raz pierwszy nie wspomniałem o tych, którym należy podziękować. Ale rozumiem, że o to chodzi: 20. rocznica ludobójstwa jest świetną okazją, by Tutsi podziękowali Kościołowi za życie. Takie stawianie sprawy mnie mdli.

Czy Jan Paweł II mógł powstrzymać ludobójstwo?

Ciąg dalszy (Kafeteria.pl)

Od stażysty do prezesa. Czy to możliwe w polskich firmach?

W Kafeterii pisaliśmy już o kampanii „Staż. Sprawdź, zanim pójdziesz!”, zachęcającej pracodawców do realizowania staży i praktyk o wysokiej jakości oraz motywującej ludzi młodych do uczestnictwa w rzetelnych programach staży i praktyk stanowiących najlepszą formę edukacji praktycznej. To kwestia bardzo istotna dla polskiego rynku pracy, bowiem rzadko zdarza się, by nawet ambitni, pracowici i utalentowani absolwenci wyższych uczelni znajdowali zatrudnienie po odbyciu 3-miesięcznego stażu w firmie. Nie mówiąc już o dobrym stanowisku! Często jest tak, że pracodawca wykorzystuje (w zasadzie za darmo) ich najlepsze pomysły albo zmusza do wykonywania pracy poniżej oczekiwań i kwalifikacji. O tym właśnie był spot, analizowany przez nas w Kafeterii.

Od stażysty do prezesa. Czy to możliwe w polskich firmach?

Ciąg dalszy (Kafeteria.pl)

Nie dajmy się zrobić w dicka, czyli Liroy w polityce!

Znawcy podstaw marketingu politycznego twierdzą, że właściwie dobrany krawat, garnitur i okulary mogą przesądzić o wygraniu wyborów. Kiedy przytacza się najlepsze przykłady działań wizerunkowych w sferze polityki, zawsze pojawia się postać Aleksandra Kwaśniewskiego, który dzięki właściwym radom potrafił nie tylko odpowiednio się ubrać, ale i mówić, gestykulować i podawać dłoń na przywitanie. Dziś wszelkiej maści fachowcy od wizerunku wciąż doradzają politykom, co mają na siebie włożyć, ale to dzięki argumentom – im bardziej kontrowersyjnym, tym lepiej – wygrywa się wybory, odnajdując zwolenników albo w mało zdecydowanych grupach albo wśród zagorzałych wyborców, na których zawsze można liczyć.

 Nie dajmy się zrobić w dicka, czyli Liroy w polityce!

 Ten krótki tekst chciałbym poświęcić nie polityce jako takiej, lecz sprawom wizerunkowym, równie ważnym, co działalność społeczna, pozycja w partii i uznanie lokalnego środowiska. Pretekstem jest akcja, w którą zaangażował się słynny raper Liroy, znany m. in. za sprawą nieśmiertelnego przeboju „Scyzoryk”. Liroy i polityka? To zestawienie brzmi nieprawdopodobnie. A jednak.


Nie dajmy się zrobić w dicka, czyli Liroy w polityce!

Ciąg dalszy (Kafeteria.pl)