Dominik Sołowiej

Strona główna » 2016 » Maj

Archiwa miesięczne: Maj 2016

Eligiusz Buczyński o „Koniku morskim” cz. I.

Zdjęcia Karola Jurczaka, mój scenariusz i montaż. Kolejna część wkrótce!

Środa Literacka z Tomaszem Siekielskim

Zapraszam!

13243698_1071473789591966_2547440286415711729_o

Kalejdoskop ludzkich doświadczeń

Miłość, prawda, zazdrość, samotność, ocalenie to słowa, które stanowią klucz do poetyckiego świata Eligiusza Buczyńskiego, autora tomu wierszy „Konik morski”, opublikowanego w 2016 roku nakładem Książnicy Podlaskiej w Białymstoku.

13087621_1051808331558512_9002152578762387612_n

Najnowsza książka poetycka Buczyńskiego (trzecia w jego dorobku literackim) jest najbardziej enigmatycznym, tajemniczym zbiorem wierszy tego autora. Już okładka książki, na której widnieje – stworzona z wykorzystaniem fotomontażu – fotografia konia ubranego w garnitur i stojącego na brzegu jeziora lub morza – zapowiada wyjątkowe, surrealistyczne doświadczenie poetyckie – wyprawę w osobistą, intymną i jednocześnie senną wizję świata, w którym znane nam uczucia nabierają nowego, niepokojącego wymiaru. Wśród nich najważniejsza jest miłość, bo to o niej przede wszystkim pisze Buczyński, tak konstruując fabułę swojej książki, by czytelnik doświadczał czegoś, co można by nazwać sinusoidą uczuć – matematycznym kształtem, który opisuje kalejdoskop naszych uczuć i emocji; kalejdoskop, w którym miłość jest tylko jednym z elementów egzystencjalnej układanki. Co zrobić, gdy – zamiast ekstatycznego doświadczenia miłości – naszemu życiu towarzyszy poczucie braku porozumienia z ukochaną osobą, miłość połowiczna, pozbawiona bliskości, szczerości i naturalności oraz ból? Jaki odnaleźć w sobie siłę, by przetrwać? W wierszu „pierwsza próba wyciszenia” poeta pisze:

owszem nadal boli

kiedy ty tak blisko mnie

przechodzisz jak nieznajoma

lekko dotykając ziemi

muszę odepchnąć tysiąc okrętów

żeby spróbować

przywołać milczenie jakieś słowa

przetrwać tę i kolejną wojnę

między twoim a moim ciałem

z nieustanną symfonią zazdrości

Podmiot liryczny wierszy Buczyńskiego jest świadomy tego, co może zaoferować mu i odebrać życie. I dlatego nawet najdrobniejszy ślad miłości (np. list otrzymany od ukochanej) może być źródłem miłosnego doświadczenia, a każda rana „najpiękniejszym obrazem, jaki posiadamy”:

[…] ten głos odzywa się z listu

w którym przesłałaś mi kamień

tak iż wyczuwam to nachylenie ciała

kiedy twój wzrok nie łączy się z innym spojrzeniem

i czytam go czule

sprawdzam dotykiem

poznaję ciebie

[kamień twojego serca wielbię]

Ale co możemy zrobić, kiedy w naszym sercu pojawia się zazdrość, kiedy stajemy się przerażonym, głodnym krwi zwierzęciem? Może jedynym remedium jest wyciszenie, powrót do „Początku, który jest ciszą, tętni życiem, pulsuje, odradza”:

tak wielu jest samotnych

popłyńcie ze mną przez noc

do wyspy na której wznosi się wieża

i gdzie rozsypuje się krzyk słowika

tam skąd ruszają zegary całego świata

tam gdzie nie ma szaleństw zwycięstw

jest ukojenie po porażkach

do Początku który jest ciszą

tętni życiem pulsuje

odradza

[wyspa z wieżą]

Czytając wiersze Buczyńskiego, szczególnie te, w których pojawia się motyw nocy, zastanawiamy się, czy smutek, którego doświadcza podmiot liryczny, znajdzie swój kres? Czy możliwe jest dotarcie do kresu nocy, wypełnienie „konturów światłem” i stanie się pełnią? Kto może nas zaprowadzić do miejsca, w którym odnajdziemy „światła jasnych punktów” oraz ludzi „którzy wytrwali w modlitwie” i którzy pomogą „ominąć pułapki i odczytać znaki” [sąsiednie ziemie sny zjawy] ? Aby się o tym przekonać, trzeba wyruszyć w podróż w poszukiwaniu miejsca, w którym możliwy jest powrót do siebie, do prawdziwego odczuwania, współodczuwania, do doświadczania prawdziwych emocji i bliskości z drugim człowiekiem. Takim miejscem w poezji Buczyńskiego jest morze – przestrzeń, w której rodzi się nowe życie. By tam dotrzeć, musimy jednak opuścić to, co jest nam znane, bezpieczne i bliskie. W wierszu „pożegnanie miasta” Buczyński pisze:

zanim opuszczę gwarne centrum

[…] i zanim odwrócę się będzie jasne

tło barwa zmierzch kartka

a to czy tamto wyjście droga lub brama

okażą się właściwe […]

Wiersze Buczyńskiego mają swoje drugie interpretacyjne tło. Wiersz o ludziach rozmawiających ze sobą przez klatkę zatytułowany jest „franz k.” (czyli „Franz Kafka”), a tekst o miłości i obecności – „henry m.” (tytuł związany prawdopodobnie z kontrowersyjnym amerykańskim pisarzem Henrym Millerem, autorem „Zwrotnika Raka”). W ten sposób autor zdradza nie tylko swoje literackie fascynacje, ale i pozwala nam na udział w eksperymencie, w którym czytelnik, odwołując się do swojej wiedzy, poznaje sposób, w jaki Buczyński czyta Kafkę i Millera, i może zweryfikować punkt widzenia na twórczość autorów „Procesu” i „Zwrotnika Koziorożca”:

nigdy bym się tego nie spodziewała

że tak bardzo kochając

znajdę jeszcze niezaspokojone miejsca

przestrzeń i tęsknotę w swym sercu

ten głód mój miły uwiódł mnie

więc zawahałam się i tam poszłam

wróciłam aby się przekonać

że naprawdę… jesteś!

[henry m.]

Identyczne rozwiązanie formalne zastosował Buczyński w wierszu „carl gustaw j.”. Kobieta – podmiot liryczny – mówi: „jak mogłam dotrzymać ci kroku / nie znając miary tego ile jestem w stanie ci dać? / powiedziałeś: poświęcenie daje zwycięstwo / podziwiałam twój upór twój wigor”. Bohaterką tego utworu jest prawdopodobnie żona Junga – Emma Jung – szwajcarska psychoanalityk, autorka książki o świętym Graalu. To wyjątkowy, a przez to ważny dla tego tomiku wiersz, bowiem w swoich rozważaniach o miłości, bliskości i zrozumieniu Buczyński rzadko oddaje głos kobietom (taką „technikę” poeta zastosował również w wierszu „henry m.”).

Wszystkie trzy książki Eligiusza Buczyńskiego łączy charakterystyczny sposób konstruowania wypowiedzi: wyciszony, subtelny, odwołujący się do naszych refleksji o życiu jako podróży, w której odkrywamy nie tylko to, co w nas piękne, ale i to, co pełne zwątpienia, zazdrości i nienawiści. Tym razem Buczyński nie podzielił się z czytelnikiem swoimi muzycznymi fascynacjami, ale w „Koniku morskim” (książce spójnej, przemyślanej, wartej lektury) znajdziemy echa jego doświadczeń literackich i refleksji o roli poezji, której najważniejszą rolą jest „zapisywanie życia” i „podążanie w kierunku naturalnego światełka”. Poeta musi spełnić tylko jeden warunek: być wolnym!

Dominik Sołowiej

Mądrość sufich

Czy lektura mistycznych traktatów może sprawiać przyjemność? Czy mistycy są dobrymi literatami? Okazuje się, że tak. Jeśli chcemy się o tym przekonać, sięgnijmy do 99 opowieści sufickich Hazrata Inayata Khana. Khan to muzyk, poeta, pisarz i mistrz suficki, który jako pierwszy przeniósł nauki sufizmu na Zachód.

tCHu_Khan_99_opowiesci_sufickich_

O czym jest ta niewielka książeczka, na okładce której widnieje pogrążona w medytacji, skupiona twarz mężczyzny przypominającego Chrystusa? Kim jest jej tajemniczy autor — mistrz sufizmu?

Na wstępie przypomnijmy tylko, że sufizm to zbiorcze określenie dla różnorakich nurtów mistycznych w islamie. Mają one charakter liberalny, ekumeniczny i postępowy, i przeciwne są konserwatywnemu islamowi. Mistrzowie sufizmu nie nauczają zgodnie z jedną wypracowaną przez siebie doktryną. Ich nauki czerpią inspiracje zarówno z islamu jak i buddyzmu i monastycyzmu chrześcijańskiego. Najbardziej znanymi reprezentantami sufizmu są derwisze, którzy podczas ekstatycznego tańca oddają się modlitwie i medytacji. Mistrzowie suficcy, podobnie jak nauczyciele innych ruchów mistycznych, swoje nauki przekazują najczęściej w formie krótkich historii, przypowieści i przysłów, których zadaniem jest uśpić ego praktykującego i obudzić w nim zdolność doświadczania boskiej obecności. 99 opowieści sufickich Hazrata Inayata Khana to właśnie zbiór krótkich historii, które nie tylko odsłaniają przed nami bogactwo wyobraźni sufickich mistrzów, lecz także uczą zrozumienia samego siebie.
Sufizm, który reprezentował Khan, nie miał doktrynalnego charakteru. Był raczej uosabiającą ideały humanizmu ścieżką, łączącą w sobie wszystkie religie świata. Naukom Khana daleko jest od pompatyczności i charakterystycznego dla ruchu New Age synkretyzmu, sztucznie spajającego różnorodne pojęcia religijne. Opowieści Hazrata Inayata Khana, podobnie jak koany mistrzów zen, są doskonałą lekturą dla tych, którym nie są obce duchowe poszukiwania, a którzy cenią sobie ekumeniczne podejście do religii. Podobnie jak Zdania i uwagi Adama Mickiewicza — zbiór 99 niewielkich opowieści sufickich wprowadza nas w tajemnice mistyki i… poezji:

Opowiadają w Indiach historię o dziewczynie, która przeszła obok modlącego się muzułmanina. A prawo islamu mówi, że nikt nie może przechodzić przez miejsce, w którym ktoś się modli.
Kiedy dziewczyna wracała, ów mężczyzna powiedział do niej:
— Co za zuchwałość! Czy wiesz, co zrobiłaś?
— Nie miałam nic złego na myśli! — odparła dziewczyna. — Ale powiedz mi proszę, czym dla ciebie jest modlitwa?
— Dla mnie modlić się znaczy myśleć o Bogu — odrzekł.
— Och, ja tylko szłam zobaczyć się z moim ukochanym i byłam tak pogrążona w myślach o nim, że wcale cię nie zauważyłam — odpowiedziała dziewczyna — więc jak ty mogłeś mnie dostrzec, kiedy myślałeś o Bogu?

Opowieściom Khana daleko jest od religijnej deklaratywności, szafowania umoralniającymi sentencjami. W istocie 99 opowieści sufickich to historie o miłości — miłości Boga do człowieka i miłości mężczyzny do kobiety. Bo tam, gdzie pojawia się prawdziwe, szczere uczucie — mówi mistrz sufizmu — pojawia się także Bóg. Przypowieści Inayata Khana wpisują się w tradycję światowej mistyki, która różni się od innych form doświadczenia religijnego (takich jak gnoza i magia), że opiera się na doświadczeniu miłości jako jednocześnie transcendentnym i immanentnym uczuciu łączącym mistyka i bóstwo. Wielbicielom Pieśni ofiarnych Rabindranatha Tagore opowieści sufickie Inayata Khana na pewno przypadną do gustu.
Opowieści Khana to najczęściej dialogi ucznia z mistrzem, podobnie jak w przypowieściach zen, oparte na pytaniach i błyskotliwych celnych odpowiedziach, których zadaniem jest otwarcie umysłu i oświecenie pytającego:

Pewien człowiek zapytał sufiego:
— Mistrzu, łamałem sobie głowę przez wiele lat, szukałem w księgach, ale nie znalazłem ostatecznej odpowiedzi. Powiedz mi, proszę, co się dzieje po śmierci?
Sufi odrzekł:
— Zadaj to pytanie komuś, kto umrze, ja zamierzam żyć.

Prawdziwa mistyka dąży do milczenia. Podobnie prawdziwa poezja zbudowana jest na niedopowiedzeniach, przemilczeniach, delikatnych sugestiach. 99 opowieści sufickich Hazrata Inayata Khana to nie tylko subtelna poezja i traktat religijny. Khan zapoznaje nas także z arabskimi podaniami, doskonale oddającymi klimat Bliskiego Wschodu. Są tu i opisy obyczajów religijnych muzułmanów (m. in. pielgrzymki do Mekki) jak i nawiązania do hinduistycznych obrzędów religijnych. Ale urok niewielkiej książeczki opublikowanej przez wydawnictwo tCHu leży przede wszystkim w niezwykłej prostocie opowieści Khana, które niczym koan zen prowadzą do przebudzenia umysłu lub, przynajmniej, do głębszej refleksji o życiu:

Pamiętam, gdy byłem początkującym uczniem spytałem murszida, czy uważa, że będzie korzystne dla mojego rozwoju, abym spędził całą noc na czuwaniu.
— Kogo chcesz dręczyć? — odpowiedział. Siebie? A czy będzie to miłe Bogu?
Gdy to usłyszałem, nie miałem już nic więcej do dodania.

99 opowieści sufickich to niezwykłe spotkanie z poezją, religią i filozofią. Ale książka Hazrata Inayata Khana ma w sobie przede wszystkim ładunek pozytywnej energii. Bo słowo poetyckie, o czym niewielu już pamięta, może nie tylko opisywać świat, lecz także go uzdrawiać.

Tekst ukazał się na stronie internetowej Gnosis.art.pl.

Hazrat Inayat Khan, 99 opowieści sufickich, przeł. Magdalena Tarnowska, Warszawa, Wydawnictwo tCHu, 2005.