Jak być szczęśliwym, czyli prosta sztuka życia…

Od chwili, kiedy otwierasz z rana oczy, aż do momentu, gdy kładziesz się zmęczony o 23.30, zaliczając 10 godzin intensywnej pracy, do twojego mózgu dociera pond 32 GB informacji. Większość z nich to tzw. szum, „śmieci”, czyli dane, które mózg rejestruje, spychając gdzieś na dalsze półki w swojej super pojemnej bibliotece.

Kiedy jedziesz samochodem, kątem oka dostrzegasz setki reklam i ogłoszeń. Później słuchasz radia i od niechcenia przeglądasz gazetę, starając się zapamiętać przepis na gulasz, które ugotował jakiś celebryta. Niestety tylko niewielka część informacji, przerabianych przez mózg w trakcie dnia, jest przez ciebie świadomie zapamiętywana i rejestrowana w pamięci krótkotrwałej, a później długotrwałej. Nasza głowa właśnie tak musi działać, żebyśmy nie musieli co kilka dni kłaść się na oddział szpitala psychiatrycznego lub zamykać się na pół roku w klasztorze, by odreagować intensywny tydzień w pracy. Z drugiej strony szkoda, że to, co widzimy, słyszymy, czujemy, dotykamy nie jest nawet w naszej pamięci zapisywane.

child-817368_1280

Czytaj dalej „Jak być szczęśliwym, czyli prosta sztuka życia…”

Reklamy

Niezwykła opowieść o ludzkiej determinacji

Człowiek to skomplikowana istota: jest w stanie ugiąć się pod naporem błahych kłopotów albo podjąć walkę o życie po poważnym wypadku. Rafał Waliszewski, autor książki „Historia prawdziwa patykiem pisana” zdecydował się na drugie rozwiązanie: wybrał walkę o zdrowie, szczęście i spełnienie marzeń. Mężczyzna, jadąc motocyklem, doznał trwałego urazu kręgosłupa, poważnie uszkadzając rdzeń kręgowy. Opinia lekarzy była jednoznaczna: chory nigdy nie stanie na nogi. Dziś, po 17 latach zmagań z chorobą, Waliszewski kręci filmy instruktażowe dla osób niepełnosprawnych, bierze udział w wyjazdach rehabilitacyjno-wypoczynkowych oraz pisze książki (wykorzystując patyk trzymany w ustach). I chociaż jeździ na wózku, swoją energią, optymizmem i pomysłowością zaraża setki osób.

waliszewski_foto

„Historia prawdziwa patykiem pisana” to wyjątkowa publikacja – nie tylko ze względu na opisane wydarzenia. Rafał Waliszewski udowodnia w niej, że jest nie tylko silnym, zdeterminowanym człowiekiem, ale i autorem świadomym wartości słowa; kimś, kto potrafi pisać. „Chcę w tym coraz bardziej rozpędzonym świecie ludzi i materialnych rzeczy – czasami ważniejszych od samego człowieka – zwrócić uwagę na to, jak niektórzy z banalnych rzeczy robią wielkie dramaty, a ci, którzy doświadczyli już prawdziwej tragedii, nie dramatyzują, tylko biorą się z życiem za bary” – pisze we wstępie Rafał Waliszewski. Rzeczywiście: wspomnienia zawarte w tej książce mogą zmienić nasz punkt widzenia na wiele spraw. I zachęcić do realizacji marzeń.

Książka Waliszewskiego rozpoczyna się od wspomnień związanych ze służbą wojskową (jego przygoda z armią rozpoczęła się w 1996 roku). Życie z dala od rodziny, skromne wyżywienie, surowe koszarowe warunki i fala, czyli nieformalny regulamin praw żołnierza zasadniczej służby wojskowej – wszystko to jest niełatwe dla młodego człowieka. Ale Waliszewski pokazuje siłę charakteru i odnajduje się w nowym miejscu, zdobywając szlify żołnierza – łącznościowca. Co istotne, jego wspomnienia z tamtego okresu cechuje dystans, humor i subtelna ironia. Podobno w czasach obowiązkowej służby wojsko demoralizowało młodych rekrutów. Ale opowieść Waliszewskiego tego nie potwierdza. Pomimo trudnych koszarowych doświadczeń, autor pozostaje sympatycznym, otwartym na świat człowiekiem. Może dzięki temu będzie w stanie przetrwać to, co wydarzy się po jego powrocie do domu.

Ten dzień zmienia wszystko. 13 czerwca 1989 roku Rafał Waliszewski jedzie motorem do znajomego, który m mu załatwić pracę w dobrym zakładzie lakierniczym. Niestety na jednym z ostrych zakrętów mężczyzna traci panowanie nad swoim motocyklem, przewraca się i uderza głową w drzewo. Rafał Waliszewski pisze: „Głowę przez ułamek sekundy wygina mi tak nienaturalnie, że nosem dotykam klatki piersiowej, kask tu nic nie pomógł. Nie straciłem przytomności, jestem świadomy przez cały czas, czuję przeokropny ból w szyi, który promieniuje na ramiona. Bolą one tak, jakby ktoś stłukł mi je młotkiem, jednak ból nie jest tu najgorszy, najokropniejsze jest to, że nie mogę wcale się ruszyć. Nie daję rady wstać czy też obrócić się z brzucha na plecy. Leżę jak kłoda drewna, denerwuje mnie kask, który mam na głowie; chciałbym go zdjąć, ale nawet nie potrafię podnieść rąk do góry”. Diagnoza lekarska jest jednoznaczna: „złamanie kręgosłupa szyjnego, czyli całkowity paraliż, do końca życia”.

Trudno wyobrazić sobie, co czuje człowiek, który wie, że nigdy więcej nie stanie na własnych nogach; że we wszystkich czynnościach, które dotąd wykonywał samodzielnie, ktoś będzie musiał mu pomagać. Na szczęście tego Rafał Waliszewski nam nie zdradza. Nie mówi o swoich emocjach, nie skarży się, nie pyta: „Dlaczego ja, a nie ktoś inny?” Wprost przeciwnie: na kartach swojej książki pisze: „Pewnej nocy pielęgniarka miała dzwonić do mojej ciotki w Toruniu, żeby powiadomić ją, że prawdopodobnie nie dożyję rana, tak jest ze mną źle. Ale ja rano dalej walczyłem o życie, by zwyciężyć śmierć i nie dać jej wygrać”.

Dalsza opowieść Waliszewskiego to wstrząsające relacje z pobytu w szpitalach i ośrodkach rehabilitacyjnych. Los sprawia, że autor spotyka na swojej drodze ludzi, którzy nigdy nie powinni zajmować się pacjentami. To z ich powodu przeżywa chwile, w których chce mu się tylko krzyczeć lub płakać. Ale zdarzają się też sytuacje, w których ktoś ofiarowuje mu prawdziwą pomoc oraz uśmiech i dobre słowo. To dzięki nim Rafał Waliszewski czyni niewiarygodne postępy, udowadniając przy tym, że trzeba mieć zawsze wiarę w to, że może być lepiej, że nic nie jest stracone.

Końcowe fragmenty książki poświęcone zostały wydarzeniom, o których dowiedziała się cała Polska. Rafał Waliszewski wziął bowiem udział w programie telewizyjnym „Opowiedz nam swoją historię”, prowadzonym przez Michała Wiśniewskiego – wokalistę zespołu „Ich Troje”. I zdobył główną nagrodę. „W dzisiejszym odcinku zdecydowanie nie wygrała niepełnosprawność, a raczej wygrało to, że macie w sobie dużo siły i wspieracie się nawzajem” – stwierdził na koniec Michał Wiśniewski, kierując swoje słowa do Rafała Waliszewskiego i jego mamy.

Dlaczego warto sięgnąć do „Historii prawdziwej patykiem pisanej”? Bo to opowieść, która daje przysłowiowego „kopa”, czyli energię do życia. I przekonuje, że bez względu na to, co przyniesie los, nigdy nie powinniśmy się poddawać. Taką strategię na życie wybrał Rafał Waliszewski – człowiek, który dziś tworzy filmy instruktażowe dla osób niepełnosprawnych i wymyśla urządzenia wspomagające rehabilitację. Jeśli chcemy zobaczyć Rafała Waliszewskiego „w akcji”, odwiedźmy jego kanał filmowy na portalu YouTube pod adresem youtube.com/user/walus0205. Możemy również napisać do autora i podzielić się z nim swoimi doświadczeniami i przemyśleniami. Oto adres poczty elektronicznej: tetraplegiaC3C4@wp.pl.

Dominik Sołowiej

Rafał Waliszewski, Historia prawdziwa patykiem pisana, wyd. Borgis, Warszawa 2015.

Jak zapamiętywać więcej? cz. 1

Niektórzy naukowcy twierdzą, że człowiek nie wykorzystuje wszystkich możliwości swojego mózgu. Czy możemy coś z tym zrobić? Czy możemy obudzić w sobie ukryty potencjał? Z całą pewnością tak! Chociaż nie będziemy w stanie nauczyć się np. bilokacji (przebywania w dwóch miejscach naraz), wytrwały trening mózgu może uczynić z nas geniuszy. Wystarczy odrobina cierpliwości i wiara we własne siły.

Aby obudzić ukryty potencjał intelektualny, trzeba zaangażować emocje. Dzięki nim jesteśmy w stanie nauczyć nasz mózg zapamiętywania dowolnych ilości informacji oraz – co równie istotne – swobodnego ich przypominania. A jest to dziś bardzo ważne, skoro przez cały dzień nasz umysł przyswaja około 30 Gigabajtów informacji (30 GB), z czego większość to tzw. szum informacyjny. Dlaczego nasz umysł trzeba nauczyć selektywnego, wybiórczego przyswajania danych. Chodzi o to, byśmy pamiętali tylko te informacje, które w życiu są nam potrzebne; które możemy wykorzystać w pracy lub w czasie odpoczynku, kiedy oddajemy się naszym pasjom i zainteresowaniom. Kluczem jest tzw. motywacja do zapamiętywania (Motivation to Remember, MTR). Jeśli uzmysłowimy sobie, co jest dla nas ważne; jeśli powiemy sobie, że dzięki np. czytanej właśnie książce wzbogaci się nasza wiedza; że informacje te będą nam później przydatne – to jest większe prawdopodobieństwo, że zapamiętamy więcej niż wtedy, gdy będziemy czytali coś na chłodno, jako kolejną pozycję, z którą trzeba się zapoznać. Nie musimy wmawiać sobie na starcie, że książka, którą właśnie kupiliśmy, będzie fascynująca (bo czasami trafiają się tytuły nudne), ale musimy mieć umysł gotowy na przyswajanie wiedzy. Musimy powiedzieć sobie: „Poświęcam czas na lekturę. Chcę się czegoś nauczyć. Jestem otwarty na świat i na informacje, które do mnie płyną. Zależy mi na moim rozwoju osobistym i zawodowym”. Takie podejście do wykonywanych czynności spowoduje, że będziemy zapamiętywać więcej i szybciej, a później – dzięki emocjonalnemu zaangażowaniu – łatwiej wrócimy do zapamiętanych informacji.

Zaangażowanie łączy się z pozytywnymi emocjami. Nasz mózg bardzo dobrze pamięta np. wszystkie wydarzenia, które powiązane zostały z odczuwaniem przyjemności lub dyskomfortu (dzięki temu pamiętamy niektóre wydarzenia z dzieciństwa i jesteśmy w stanie minuta po minucie opisać nasz ślub sprzed kilkunastu lat). Jeśli więc w trakcie nauki wprowadzimy mózg w stan zadowolenia (relaksując nie tylko głowę, ale i całe ciało), to w przyszłości przypomnimy sobie każdą ważną dla nas informację (do zapamiętywania możemy oczywiście zaangażować negatywne emocje – jeszcze silniejsze niż pozytywne – ale po co psuć sobie dobry nastrój?).

Oprócz zaangażowania ważna jest także wyobraźnia. Dzięki niej nasz umysł może działać cuda. Dzięki wyobraźni jesteśmy w stanie zapamiętać np. ciąg wyrazów dowolnej długości lub ciąg liczb (np. numer konta bankowego, PIN do telefonu komórkowego, hasło do poczty e-mail). Oto jedna z najprostszych metod zapamiętywania informacji: zakładki pamięci.

Wyobraźmy sobie, że musimy zrobić zakupy składające się z 10 produktów. Nie chcemy po raz kolejny sporządzać nudnej listy (często na mało estetycznych kartkach wyrwanych z gazety) i później spacerować po sklepie, hipnotycznie wpatrując się w notatki. Rozwiązaniem jest pamięć, która po prostu lubi, jaką się ją angażuje do interesujących czynności (a zakupy są nimi niewątpliwie). Jak przekonać nas mózg, by bez żadnego wysiłku zapamiętał informacje? Cóż, należy go wesprzeć „ściągawką”, którą w naszym przypadku będą części ciała. Oto lista zakupów: chleb, mleko, twaróg, pomidor, masło, czekolada, woda mineralna, sznurowadła, mrożone brokuły i kiełbasa.

Zajmijmy się pierwszymi czterema produktami. Wyobraźmy sobie, że nasza lewa stopa zmienia się w bochenek chleba; że wygląda i pachnie niezwykle smakowicie; że właśnie piekarz wyjął ją z pieca. Postarajmy się, by w naszej głowie pojawiły się wszystkie smakowite zapachy i kolory. Musimy dokładnie „zespolić” naszą stopę z wyobrażeniem chleba. Im więcej zmysłów zaangażujemy, tym lepiej. Następnie wyobraźmy sobie, że nasza prawa stopa zamienia się w mleko; że staje się ciekłą, białą substancją o charakterystycznym zapachu i konsystencji. Ważne jest, by każda sekunda pracy nad tym skojarzeniem była wypełniona zapachem i kolorem. Później wyobraźmy sobie, że w nasze lewe kolano np. wsadzamy kuchenną łyżeczkę i wyjmujemy pachnący kawałek twarogu. Musimy dokładnie skupić się na procesie wkładania łyżeczki w udo i wydobywania twarogu. A później skupmy się na prawym kolanie i wyobraźmy sobie, że uderzamy w nie ręką (możemy zrobić to naprawdę), na skutek czego kolano zmienia się w rozkwaszonego pomidora. I tak dalej. Aż wszystkie produkty zostaną zapamiętane. Później, w sklepie, wystarczy, że skupimy się na poszczególnych fragmentach naszego ciała, by natychmiast przypomnieć sobie przedmioty, które postanowiliśmy kupić. „Minusem” tej metody jest ograniczona ilość części ciała, podporządkowanych skojarzeniom. Mimo wszystko jesteśmy w stanie podać przynajmniej kilkadziesiąt elementów, z których składa się nasza postać (poszczególne elementy nogi, twarzy itp.).

Sukces osiągną ci, którzy wymyślą najbardziej ekstremalne wyobrażenia: nietypowe, oryginalne, często drastyczne. Bo nasz mózg działa właśnie w ten sposób. Jeśli zaproponujemy mu fascynującą zabawę, on będzie działał jak superkomputer z błyskawicznym dostępem do pamięci operacyjnej.
Wystarczy tylko odrobina treningu.

Życzę powodzenia!

Dominik Sołowiej